Wróć do początku Lifestyle Podsumowanie pierwszego kwartału 2020

Podsumowanie pierwszego kwartału 2020

przez Ola Wojciechowska

Podsumowanie pierwszego kwartału 2020 jest dla mnie w tym roku niezmiernie ważne. To był bardzo intensywny czas, wiele zmian zaszło nie tylko w moim życiu, ale i we mnie samej. Przede wszystkim był to czas obfity w najróżniejsze emocje, oprócz tego pełen łatwiejszych i trudniejszych decyzji. Postanowiłam, że podzielę się tym tutaj z Tobą, dlatego, że jestem świadoma tego, że nie tylko ja przeżywam takie rozterki.

Zacznijmy od tego, że od dawna zmagałam się z myślami wirującymi po głowie pt. “co dalej?”. Co ze mną, co z moją pracą, czy na pewno jest mi dobrze, czy czuję się spełniona. Ostatecznie zadałam sobie pytanie czy jestem pewna, że obrałam dobrą drogę. W tej sytuacji bardzo szybko nasunął mi się jeden prosty wniosek: skoro myślę o tym czy na pewno jest mi dobrze, to może być znak, że jednak coś nie gra. Bingo. Od dłuższego czasu zmagałam się z myślami, że jest mi ciężko, że regularnie i intensywnie pracując ze swoimi dziećmi w domu (bo przykładam wielką wagę do ich edukacji), mam dość pracy z cudzymi dziećmi. Wiem, że w oczach osób postronnych takie słowa padające z ust (a właściwie z rąk) specjalisty dziecięcego mogą mieć negatywny wydźwięk. W związku z tym nie pozostawię ich bez wyjaśnienia.

Czy dobry specjalista dziecięcy może mieć dość pracy z dziećmi?

Owszem, może. Każdy może. Zauważ, że nie piszę, że mam dość dzieci samych w sobie. Mam dość pracy z nimi, a to dlatego, że ogromną energię i siłę wkładam w pracę z własnymi dziećmi. Poświęcam im maksimum swojej uwagi, maksimum swojego zaangażowania, dlatego, żeby w przyszłości było im łatwiej. Są dla mnie zwyczajnie numerem jeden. Z drugiej strony, jako dobry (bo za takiego się uważam) specjalista nie wyobrażam sobie pracy na pół gwizdka. A już absolutnie nie wyobrażam sobie negatywnego nastawienia do pracy. Umówmy się, moje wyczerpanie materiału nie jest niczyją winą, więc jeśli moje frustracje miałyby przelać się na moich klientów – nie wybaczyłabym sobie tego. Moim zdaniem dobry specjalista charakteryzuje się między innymi tym, że oprócz wymaganej wiedzy, ma rewelacyjne podejście. Sama wiedza bez umiejętnego przekazania jej i całej otoczki w postaci pozytywnego nastawienia, w moich oczach – nie czyni nikogo dobrym specjalistą.

Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście

Zaczęłam szukać pewnego rodzaju odskoczni, w tym momencie na mojej drodze pojawiły się dwa rozwiązania. Jednym z nich było zastąpienie zajęć z dziećmi – pracą z ich rodzicami. Zmiana klienta z młodego, na dorosłego była strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? W moim podejściu nic się nie zmienia, kocham pomagać ludziom, w ostatnich latach zdobyłam masę wiedzy, którą nadal chcę wykorzystywać. Tym bardziej, że regularnie dostaję od rodziców informacje zwrotne, że moje rady okazują się być trafne, a sposób przekazywania wiedzy jest rewelacyjny. Zwyczajnie lubię to robić, spełniam się w trakcie konsultacji, zamierzam też (w niedalekiej przyszłości) stworzyć kilka poradników dla rodziców.

Drugim pomysłem było przejście na etat w innej branży, aby na co dzień mieć do czynienia z innym rodzajem klienta. Co również się udało, podjęłam pracę na pełen etat w branży beauty, co sprawiło, że niesamowicie oczyściłam głowę. W pracy zajmuję się bieżącą obsługą klienta (twarzą w twarz, mailowo oraz telefonicznie), zarządzam zespołem oraz obsługą mediów społecznościowych. Umówmy się, że praca terapeuty, który na co dzień wspiera, koordynuje, pomaga, rozwikłuje problemy rodziców i ich dzieci, nie jest lekka. Jest wymagająca, trudna, niekiedy wyczerpująca, ale przy tym daje ogromną satysfakcję. Tym bardziej w momencie, kiedy rodzice sami informują o widocznych efektach.

Emocji też nie brakowało

Oprócz tego, że pierwszy kwartał tego roku obfitował u mnie w wiele zmian na tle zawodowym, nie brakowało też zmian we mnie samej. Po raz kolejny przekonałam się, że nigdy w stu procentach nie wolno ufać ludziom, szczególnie takim, których ledwie się poznało. Trzeba bardzo ostrożnie podejmować decyzję na temat tego, kto i w jakim stopniu zasługuje na nasze zaufanie. Długo zastanawiałam się nad sensem budowania relacji z ludźmi, których pozornie się zna. Jak się okazuje, w sytuacjach trudnych można doznać nie lada zaskoczenia.

Ten pierwszy kwartał nie był dla mnie łatwy pod względem emocjonalnym. Nie dość, że podejmowanie decyzji zawodowych wiązało się ze sporymi emocjami i wahaniami. To jeszcze doznałam ogromnego zawodu na ludziach, na ludziach, którzy byłam przekonana, że prezentują ten sam świat wartości co ja. To wszystko wymagało ode mnie ogromnego wyciszenia się, odnalezienia swojego miejsca, które tak naprawdę od dawna znałam, i miałam na wyciągnięcie ręki. Tym moim miejscem jest mój dom, to tutaj w pełni mogę być sobą, to tutaj otrzymuję największe wsparcie. Bynajmniej, nie oczekuję wiecznego poklepywania po pleckach. Kiedy trzeba przyjmuję i przełykam też gorzkie, ale adekwatne do sytuacji i prawdziwe – słowa.

Pierwszy kwartał 2020 vs Ola – 0:1

Dochodząc do brzegu, między innymi właśnie dlatego było mnie mniej na Instagramie i na blogu. Potrzebowałam tego resetu, potrzebowałam czasu dla siebie, musiałam sobie to wszystko poukładać. Decyzja o podjęciu pracy na etacie w innej branży, to było to, co pozwoliło mi na nowo i z innej perspektywy spojrzeć na dotychczasowe działania. Dzięki temu nabrałam nowej energii i siły, by być tutaj dla siebie i dla Ciebie. Dzięki temu, że pozwalam swojej psychice odpocząć, mogę ze zdwojoną siłą i efektywnością pomagać rodzicom – tym mniej i bardziej pogubionym. To było dla mnie cholernie ważne. Najważniejsze. Kiedy mogę, powtarzam każdemu, że nie ma dla mnie nic ważniejszego od mojego świętego spokoju. Moja psychika jest dla mnie bardzo ważna, bo wiem, że kiedy ona ma się dobrze – to wszystko dookoła ma się dobrze.

Ostatecznie jedno jest pewne – jestem wygrana. Jestem dziś szczęśliwa, wiem, że podjęłam dobre decyzje. Co więcej, mam pewność, że nie ważne jakie by one nie były, mam za sobą ludzi, którzy stoją za mną murem. To moja rodzina, ta “przypisana” i ta z wyboru. Lepszego męża od tego, którego mam nie mogłam sobie wymarzyć. Jasne, że nie zawsze jest kolorowo, to przecież normalne, że ludzie się ze sobą spierają. Nie mniej, najważniejsze jest to, że co by nie było, zawsze mogę na niego liczyć. Zawsze. Wspiera mnie nawet w najgłupszych decyzjach, rozmawia, tłumaczy, dyskutuje, czasami okropnie mnie wkurza nie chcąc zgodzić się na zamówienie nowej kanapy! Mimo wszystko, jest najlepszym co mnie w  życiu spotkało, to dzięki niemu miałam szansę zostać mamą (x2). To on pokazał mi, że można z kimś wytrzymać dłużej niż 2 lata 😀

I tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszy wywód.
Ściskam Cię mocno i ogłaszam: WRACAM NA INSTAGRAM!
Zaglądaj do mnie regularnie, jeśli masz ochotę. 🙂

Możesz zajrzeć też tutaj

Skomentuj

* Korzystając z tego formularza wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez właściciela strony https://olawojciechowska.pl.