kobieta kobiecie wilkiem

Kobieta kobiecie wilkiem

Chciałabym dość krótko, ale zwięźle opisać bardzo męczący mnie temat. Kobieta kobiecie wilkiem, zastanawiacie się teraz o co chodzi. A no o to, że jeśli ktoś ma znacząco umniejszyć jakiejś kobiecie, to będzie to nikt inny, jak druga kobieta. Jasne, faceci też potrafią, ale nikomu nie wychodzi to tak dobrze, jak kobietom. Z chęcią użyłabym tutaj różnych bardzo emocjonalnych słów, ale się powstrzymam, ponieważ są niecenzuralne.

Zawsze mam problem z tym, żeby przyznać się do tego, że nie pracuję, ale wychowuję dwójkę dzieci 24/7. Dlaczego? Dlatego, że dopóki nie miałam takich oporów nasłuchałam się jaka to wygodna jestem. Usłyszałam: “Ty to masz dobrze”, “też chciałabym móc siedzieć w domu”, “ja to nie mam kiedy sprzątać, bo pracuję”, “Ty możesz sobie studiować, bo masz kiedy się uczyć, przecież nie pracujesz”. Powiem Wam szczerze, że dosadnie ujmując rzygać mi się już chciało od tych wszystkich komentarzy. Serio, siedzę w domu, nic nie robię, a wychowanie dwójki dzieci to pestka. Nie mam nic ponad zabawę z nimi do ogarnięcia, właściwie to siedzimy tak sobie i bawimy się cały dzień. A jak się nie bawimy razem, to oni bawią się sami, a ja mam ciszę i spokój i mogę się uczyć. Obiad robi się sam, mieszkanie sprząta się samo, wszystkie sprawy poza domem też załatwiają się same. Żyć nie umierać!

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mówią to kobiety, które zdają sobie sprawę jak wygląda “siedzenie z dzieckiem w domu” i nic nierobienie. A z dwójką dzieci jest jeszcze weselej. Kobieta kobiecie wilkiem, do cholery! Przestało mi sprawiać przyjemność wysłuchiwanie tego wszystkiego, dlatego zamknęłam buzię i przestałam się wypowiadać. Nie pracuję na etacie, mam czas na wszystko, jestem wypoczęta i wyspana, a teraz jeszcze ta fanaberia, to całe blogowanie. To już kompletna oznaka nadmiaru wolnego czasu.

Niesamowicie przykre jest to, że my kobiety nie potrafimy trzymać się razem i wzajemnie się wspierać. Tylko sobie dopieprzać, bo zawsze JA mam gorzej, a TY masz lepiej. Jasne, ja wiem, że to nie jest reguła, że kobiety też potrafią się wspierać. Mam tego doskonały przykład na Instagramie, a także na Facebooku w pewnych zamkniętych grupach. Tam, można liczyć na dobre słowo, na wsparcie od totalnie obcych ludzi. A w życiu codziennym – znajomy i nieznajomy potrafi dołożyć ci tak, że nie bardzo wiesz o co chodzi i czemu się ciebie uczepił. Wiecie jakie jest moje zdanie? Uczepił się, bo zazdrości, co więcej, to nie jest zwykła zazdrość, to zawiść. Jedna z bardziej wyniszczających człowieka emocji, zawiść leży niedaleko nienawiści. Nie bez przyczyny dwa te słowa rymują się ze sobą: zawiść – nienawiść. Przypadek? Nie sądzę.

Słownik języka polskiego tłumaczy zawiść jako “uczucie silnej niechęci do osoby, której się czegoś zazdrości”. No i cóż, trafiony zatopiony. Zasadniczo mi to zwisa, a z drugiej strony ileż można wysłuchiwać tego samego? Ostatnio zdarzyło mi się nawet usłyszeć, że mi to się pracę magisterską lekko pisało, bo nie pracuję. Serio? Przy dwójce dzieci i bez męża, bo był na wyjeździe służbowym, faktycznie lekko mi się pisało – po nocach. Niesamowicie łatwo jest kogoś oceniać i zrzucać na niego odpowiedzialność za swoje wybory. Ja wybrałam opiekę nad dziećmi, ktoś inny wybrał powrót do pracy. Jasne, znowu muszę dodać, że są wyjątki od reguły, bo nie każdy ma wybór, niektórzy muszą iść do pracy, bo nie stać ich na “siedzenie w domu”. Ja miałam wybór i go dokonałam. To, że “Ty byś się na moim miejscu udusiła siedząc w domu i nie pracując”, to racja – TY byś się udusiła.

Żyj i daj żyć innym. Zaglądaj do swojego ogródka i oceniaj swoje wybory. A wybory innych komentuj sobie we własnym, domowym zaciszu. Każdy z nas jest inny, ma inny gust, inne potrzeby. Moim priorytetem i zarazem główną potrzebą było poświęcenie maksimum czasu dzieciom. Ty masz prawo mieć inne priorytety, które niekoniecznie muszą iść w zgodzie z moimi przekonaniami i z moją wizją. To w żadnym stopniu nie sprawia, że któraś z nas jest w lepszym lub gorszym położeniu. Każda z nas wybrała to, co uważała za stosowne i każda z nas jest teraz w swoim położeniu. Nie oceniaj, a nie będziesz ocenianym.

Luz, jeśli oceniasz, pamiętaj – ja też oceniam, ale w swoich czterech ścianach, w końcu jesteśmy tylko ludźmi (kobietami), musimy sobie pogadać. Nie wszystko musi się nam podobać, wręcz dziwnie byłoby, gdyby wszystko nam się podobało. Wolę napisać coś publicznie i liczyć, że otworzy to pewnym ludziom oczy, niż mówić im wprost, że to co robią, jest co najmniej wkurzające. Tak już mam, to bardzo nieasertywna postawa, czyli norma jak dla mnie. Być może za rok przyznam, że coś się zmieniło i otwarcie mówię takim ludziom, że mają odpuścić, bo działają mi na nerwy. Choć szczerze powiedziawszy jestem niemalże pewna, że ludzie, o których myślę nawet się nie wzruszą, kiedy im o tym powiem. Ten typ tak ma, wbije szpile nie myśląc o tym, że komukolwiek przysporzy tym nerwów. Być może to nieświadome zachowanie, być może tylko ja zachowuję te dyskusje tak długo w pamięci. Kto wie.

Mimo wszystko, jeśli hasło tytułowe nie pasuje do tej historii, to pasuje do każdej innej związanej z rolą kobiety, matki, żony itd. Przecież to codzienność, kiedy wejdzie się na fora internetowe i czyta się jak to jedna matka lepsza od drugiej. Żony też dzielą się na te lepsze i gorsze, kobiety dzielą się na ładne i zgrabne oraz pulchne i nieurodziwe. A druzgocące w tym wszystkim jest to, że najgorsze komentarze jakie czytałam o kobietach, pisały właśnie inne kobiety. Kobieta kobiecie wilkiem, niestety.