Wróć do początku Lifestyle Dzień, który sprawił, że coś we mnie umarło

Dzień, który sprawił, że coś we mnie umarło

przez Ola Wojciechowska

W wielkim skrócie

To co zaraz przeczytacie prawdopodobnie w żaden sposób Was nie zmieni, może poruszy, ale nie zmieni. Chciałabym jednak, żeby ten tekst skłonił Was do refleksji, do zastanowienia się nad tym co i kto jest dla Was ważny i dbać o to, jak tylko możecie. Pielęgnujcie relacje i dbajcie o tych, których kochacie. Doceniajcie każdą chwilę spędzoną z nimi, cieszcie się każdym momentem, bo nic nie trwa wiecznie. A różne wydarzenia zmusiły mnie do myślenia, że to co dobre (ci, co dobrzy) i to na czym (na kim) Nam najbardziej zależy, kończy się najszybciej.

Ten dzień zaczął się niepozornie

Był zwyczajny, środowy poranek, dzień jak co dzień. Bawiłam się z kolegami i koleżankami na podwórku. W mojej głowie, wtedy 8-letniej dziewczynki nie kłębiła się wtedy żadna myśl. Nic, poza chęcią zabawy, kopania w piasku, budowania w piaskownicy mieszkania z wydzielonymi pokojami, gry w dwa ognie, czy zabawy w nasze ulubione podchody. Jako ośmioletnia Ola nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ten pozornie zwykły, słoneczny dzień stanie się (wtedy) najgorszym dniem w moim życiu.

Nie spodziewałam się niczego

Z niecierpliwością czekałam na powrót Taty i Babci ze szpitala, z kolejnymi wieściami o samopoczuciu Dziadka. Kiedy wreszcie zobaczyłam jak zmierzają z parkingu w stronę klatki, biegłam przepełniona radością, biegłam z jednym, prostym pytaniem: “co u Dziadziusia?”

Nagle jak grom z jasnego nieba

Do tamtej pory nie przeszło mi nawet przez myśl, że usłyszę to, co usłyszałam. Nie pamiętam już, które z nich złapało mnie za ramię i powiedziało “chodź do domu”. Nie ma to w tej chwili najmniejszego znaczenia. Nawet wtedy, po tym krótkim haśle, nie pomyślałam, że usłyszę to, czego do dziś nie mogę sama z siebie wykrztusić bez zająknięcia, bez emocji, bez łez. Nie pamiętam już dokładnie jak brzmiały słowa, które usłyszałam po zdjęciu butów i wejściu do pokoju. Przekaz jednak był prosty – Dziadek nie żyje.

Od tamtej pory znienawidziłam ten miesiąc

To był cholerny sierpień, dokładnie 9 sierpnia, cholernego 2000 roku. A boli tak, jakby to było wczoraj. To tylko pokazuje, że czas nie leczy ran, poniekąd przyzwyczaja do bólu, ale ten ból pozostaje. Jest tak samo wielki jak wtedy.  Wtedy, tego cholernego 9 sierpnia, w ten cholerny słoneczny dzień, kiedy dla mnie Słońce zgasło. Wszystko stało się nieważne. Wszystko pozostało w tyle. Nie liczyło się nic. Z czasem wytłumaczyłam sobie całą tę sytuację, przecież Dziadziuś był już stary, to normalna kolej rzeczy. Najpierw człowiek się rodzi, dorasta, a na starość umiera. Norma.

Dobry człowiek, najlepszy kompan zabaw

Z perspektywy ośmiolatki, ten 53-letni człowiek, był starszym panem. Najwspanialszym na świecie Dziadziusiem, który wiosną skrobał szron z zamrażarki i lepił na talerzyku w kuchni bałwana dla swojej wnusi, żeby była szczęśliwa. Pozwalał czesać się po brodzie szczoteczką do włosów dla lalek, pozwalał swojej ukochanej Myszce obcinać sobie włosy na głowie, choć później wstyd było się gdziekolwiek pokazać. Nie jemu, jemu wstyd nie było, bo było to dzieło jego ukochanej Myszki.

Mój bohater, ukochany i jedyny

To ten sam człowiek, który zawsze powtarzał “z głupszymi od siebie nie rozmawiaj”, ten sam, który kiedy tak bardzo było mi źle z faktem, że muszę nosić okulary, robił wszystko, żebym uwierzyła, że nic się nie zmieniło, a w okularach wyglądam ślicznie. Ten sam, który kiedy jadł cokolwiek, wiedział, że “Ola teś”, nawet jeśli była to kaszanka. Ten sam, który kupił, a później pomimo zakazu Rodziców, pod ich nieobecność zdjął mi z szafy zestaw do malowania i rysowania, pozwalając się bawić w najlepsze. Ten sam, który zawsze w zanadrzu miał dla mnie jajko niespodziankę. Ten, który pomimo tego, że od 19 lat nie ma go ze mną, zawsze będzie moim bohaterem, ukochanym Dziadziusiem.

Jego cząstka nadal jest wśród Nas

Ten, którego cząstka pozostała ze mną, bo część jego genów, tej cholernie wielkiej miłości do wnuków i nie tylko, pozostała w jego synu. Tato, Ty dobrze wiesz, że widzę w Was spore podobieństwo. Dobrze wiesz, że zawsze będę go w Tobie widziała. Obserwując z boku jak dziki za swoimi wnukami jesteś, zawsze widzę jego. Mojego najcudowniejszego na świecie Dziadziusia.

Nie wstydzę się trudnych uczuć

Pomimo tego, że mam już prawie trzy dychy na karku nie jest mi ani trochę wstyd, że pisząc to łzy kapią mi jak szalone. Nie jest mi wstyd, że nadal za nim tęsknię i będę tęsknić do końca życia. Tak bardzo żałuję, że moje dzieci nie dostały tej szansy by go poznać. On byłby dumny, szczęśliwy, jestem pewna. Jestem pewna, że gdyby dowiedział się o mojej pierwszej ciąży, cieszyłby się i wspierał mnie. Nigdy nie zrobiłby mi krzywdy i nie dałby komukolwiek mi jej zrobić. Bądź pewny, że prawnuki o Tobie wiedzą, byli nawet u Ciebie na cmentarzu. Na razie nie wiele z tego rozumieją, ale jak będą starsi opowiem im wszystko, po kolei, zaczynając od początku.

Strata boli zawsze, ale w różnym stopniu

Tak bardzo trafia mnie szlag, gdy słyszę od swoich 20, a nawet 30-letnich znajomych, że właśnie stracili Babcię, czy Dziadka, a przecież mają zaledwie 20-30 lat. Absolutnie nie odbieram im prawa do cierpienia. Rozumiem ich stratę, bardziej niż ktokolwiek inny. Wiem, że długo nie będą mogli pogodzić się z tym co się stało, o ile w ogóle kiedyś się pogodzą. Wkurza mnie to, że ja nie dostałam tej szansy od życia, żeby chociaż do tej śmiesznej osiemnastki móc nacieszyć się swoim ukochanym Dziadziusiem. Miałam cholerne osiem lat, nie dożył nawet mojej Komunii.

Chroń Nas od całego zła tego świata

To taki wewnętrzny żal, którego nie potrafię powstrzymać. Żal do świata, że tak szybko zabiera tych dobrych ludzi. Dziś jako 27-letnia kobieta, wiem, że człowiek w wieku 53 lat ma przed sobą jeszcze szmat życia i nie powinien żegnać się z tym światem. Tymczasem było inaczej. Regularnie, kilka razy do roku łzy mi lecą na samą myśl o nim, o tym, że odszedł, że nigdy go już nie zobaczę. Mam nadzieję, że patrzy na Nas i chroni od całego zła tego świata. Jeśli faktycznie istnieje Piekło i Niebo, to on na pewno patrzy na Nas z góry, bo dla mnie był Aniołem, a za to należy mu się ten najlepszy kawałek Nieba.

Tyle mam mu do powiedzenia

Tyle chciałabym mu opowiedzieć, tyle chciałabym mu pokazać, chciałabym go przytulić, uwiesić się na szyi i nie puszczać. Wiem, że rzadko go odwiedzam na cmentarzu, jest mi z tym źle i wiem, że to w pełni moja wina, że tak rzadko tam bywam. Nie mogę pogodzić się też z tym, że na pogrzebie nie było mnie na cmentarzu, że nie zrzuciłam tej różyczki samodzielnie. Mam do siebie żal, jestem zła i czuję, że zawiodłam samą siebie, choć wiem, że on by tak nie myślał. Chciałabym móc się z nim spotkać, jeden, ostatni raz. Chciałabym, żeby poznał mojego Męża, moje dzieci. Kochałby ich tak jak ja, jestem pewna. Dlaczego nie dostał tej szansy, dlaczego wszyscy jej nie dostaliśmy? Gdyby można było cofnąć czas i znaleźć złoty lek na tego pieprzonego raka. Oddałabym wszystko, żeby tylko tutaj teraz był.

Wszystkiego najlepszego, kocham Cię

Dlaczego ten post akurat dziś, a nie w dziewiętnastą rocznicę śmierci? Bo dziś skończyłby 72 lata. Świętowalibyśmy wspólnie jego kolejne urodziny. A tak jedyne co mogę zrobić, jedyny sposób w jaki mogę uczcić ten dzień jest napisać to, co od dawna mnie męczy i nie daje mi spokoju. 

Kochajcie się i cieszcie się każdą chwilą

To, co chciałam Wam tym wpisem przekazać napisałam na początku, być może teraz rozumiecie dlaczego. Doceniajcie to co macie, cieszcie się chwilą, bo dziś macie wszystko, a jutro może Wam po tym pozostać jedynie wspomnienie. “Jakby jutra miało nie być.” Ostatnie co chciałabym Wam przekazać – starajcie się by Wasze dzieci miały możliwość dorastania z dziadkami, spotykajcie się często i cieszcie się, że mogą z nimi ten czas spędzać. Z własnej perspektywy mogę Was zapewnić, że w przyszłości będą Wam za to wdzięczne.

Możesz zajrzeć też tutaj

1 komentarz

Koleżanka 3 marca 2019 - 13:30

Olu, bardzo trafiony tekst, za który każdy z rozdartym sercem Ci podziękuje! Doskonale Ciebie rozumiem, babcię straciłam w wieku 5-6 lat, drugą mając 16, a niespełna rok później największa strata-siostra. Ból nigdy nie minie całkowicie, zawsze gdzieś tam w sercu będzie puste miejsce, ktorego nikt i nic nie zapełni, w myślach mnóstwo sytuacji, zarówno tych dobrych jak i złych, pełno wspomnień i ogromny żal, że byli z nami zbyt krótko, że za wcześnie byli potrzebni w innym miejscu, tam gdzie bólu i cierpienia nie ma, a jest tylko radość i szczęście! Na pewno towarzyszą nam w każdym dniu, wspierają i pocieszają, a na swój sposób są również z nami w codziennych czynnościach, w myśli i do końca życia w naszych sercach!

Olu, nie zaprzestaj prowadzeniu tego bloga, bo to pomoże nie tylko tobie, ale również innym, którzy nie potrafią sobie poradzić z tak trudnymi uczuciami jak żal, smutek. Inni dostrzegą, że nawet człowiek uśmiechnięty i radosny z zewnątrz, nie zawsze taki jest w środku, a jego przeżycia dotyczą również innych osób! Trzymaj się Olu i mocno Ci kibicuję! 🙂 😊

Odpowiedz

Skomentuj

* Korzystając z tego formularza wyrażasz zgodę na przechowywanie Twoich danych przez właściciela strony https://olawojciechowska.pl.