dzielic sie nie trzeba dzielic sie warto

Dzielić się nie trzeba, dzielić się warto

Dzielić się nie trzeba, dzielić się warto – no właśnie jak to z tym dzieleniem się jest naprawdę? Dzielenie się wśród dzieci coraz częściej bywa wartością nieznaną. W dzisiejszych czasach góruje uczenie dzieci postaw asertywnych, wyznaczania swoich granic, znajomości swoich praw, korzystania z przywilejów, czy decydowania o sobie samym. I żebyście nie zrozumieli mnie źle, nie ma w tym absolutnie nic złego. Patrząc na siebie samą wiem, że przydałoby mi się więcej wiedzy o asertywności, pewności siebie, moich prawach i wyznaczaniu moich granic. W tej nauce warto jednak zachować umiar, balans i zdrowy rozsądek.

Nie ma nic złego w tym, że dziecko będzie asertywne, będzie umiało powiedzieć nie, kiedy uzna, że coś przekracza jego granice, czy nie idzie w zgodzie z jego wartościami. Uważam wręcz, że przyda mu się to w późniejszym, dorosłym życiu.

W kontekście dzielenia się warto powiedzieć jasno jedną rzecz, która od zawsze mi towarzyszyła, a którą częściowo rozwinęłam dzięki Dominice Słowikowskiej autorce bloga Pomogę Ci Mamo. W kontekście jej pogadanki, która odbyła się jakiś czas temu na jej InstaStory, warto przytoczyć słowa: „Dzielić się nie trzeba, dzielić się WARTO”. Napisałam Dominice, że nasze dzieci od zawsze uczone były, że dzielić się WARTO, że dzielenie się jest fajne. Może sprawiać przyjemność, dawać radość zarówno osobie obdarowywanej, jak i obdarowującej, o ile nie przekraczamy pewnych granic.

Musi czy nie musi? Oto jest pytanie.

Logicznym jest, że dziecko nie musi się dzielić, ale może i właśnie w takim duchu staraliśmy się wspólnie z mężem wychować nasze dzieci. I chyba całkiem sprawnie nam to poszło. Nasze dzieci czerpią radość z tego, że mogą się z kimś podzielić czy to przekąską, posiłkiem, czy zabawką. Co nie znaczy, że zawsze i wszędzie chcą się dzielić. Zdarzają się różne sytuacje, nie zawsze mają nastrój i ochotę, co jest dla mnie w pełni zrozumiałe. Ja też nie zawsze i nie wszystkim mam ochotę się dzielić, choć nadal jestem zdania, że warto się dzielić, bo dzielenie się to WARTOŚĆ, a nie obowiązek.

Co robimy w sytuacji, gdy nasze dzieci nie mają ochoty dzielić się z innymi tym jednym, jedynym przedmiotem/tą jedną, jedyną zabawką?

  • sugerujemy, że zawsze może zaproponować koleżance/koledze inną ze swoich „odjazdowych” zabawek do zabawy (tak, żeby i wilk był syty i owca cała),
  • rozmawiamy, wspominając tylko, że oni w każdej chwili mogą się tą zabawką bawić, a inne dzieci jej nie znają, nie mają możliwości zabawy, bo np. rodzice nie mają wystarczająco dużo pieniążków,
  • nie naciskamy, nie wymuszamy, po prostu rozmawiamy, tłumaczymy, jeśli pomimo rozmów nadal nie mają ochoty podzielić się zabawką – odpuszczamy, bo mają takie prawo, a zmuszanie do dzielenia się dla nich cenną zabawką jest co najmniej bezcelowe.

Czy zmuszanie dziecka do dzielenia się może nieść za sobą negatywne skutki?

Oczywiście! Próby nacisku i wymuszania na dziecku podzielenia się jego własnością, mogą zakończyć się protestem i brakiem chęci dzielenia się na późniejszych etapach. Skoro w dzieciństwie nie pozwalaliśmy dziecku decydować o własnych zabawkach, to w przyszłości może skutkować chęcią „nadrobienia straconego czasu”.

Poszłabym o krok dalej i nazwała to swego rodzaju buntem (ale podkreślam, że to MOJE nazewnictwo, w żaden sposób nie jest to nazewnictwo fachowe). Dziecko ma prawo w późniejszym okresie buntować się i nie chcieć dzielić się z innymi. Dlaczego? Skoro w dzieciństwie nie pozostawialiśmy mu wolnego wyboru i po prostu kazaliśmy mu się dzielić – później  będzie podchodziło do swojej własności w sposób “moje i tylko moje”. Co jest w moim odczuciu, całkowicie zrozumiałe.

Pominęłam jeszcze ważne uczucie straty i przekraczania granic dziecka. Dzielenie się ulubioną zabawką, z którą w danym momencie dziecko nie chciało się rozstawać, może wywoływać w nim poczucie straty. Co myślę (choć psychologiem nie jestem) może także w negatywny sposób odbijać się na jego poczuciu bezpieczeństwa. Logicznym w tym przypadku jest także to, że jest to przekraczanie granic dziecka, które ono starało się nam wskazać, przekazując nam werbalnie lub niewerbalnie: NIE, NIE CHCĘ W TYM MOMENCIE PODZIELIĆ SIĘ TĄ ZABAWKĄ.

Czym jeszcze jest dla mnie dzielenie się?

Według mnie dzielenie się to też pomaganie. Pomaganie innym osobom, które nie mogą osiągnąć poziomu materialnego podobnego do nas. Osobom, które nie mogą osiągnąć tego samego poziomu szczęścia (umówmy się, rzeczy materialne dają nam szczęście). Sprawianie im nawet kilkuminutowej radości spowodowanej możliwością skorzystania z naszej własności jest formą pomocy i wsparcia. Mowa tu oczywiście zarówno o dzieciach, jak i osobach dorosłych.

Co jest najważniejsze w nauce dzielenia się (i w każdej innej sytuacji)?

To, że to Wy jesteście rodzicami, znacie własne dzieci najlepiej i powinniście wiedzieć na co możecie sobie pozwolić. Powinniście zawsze wybierać świadomie, znając możliwe konsekwencje swoich poczynań. To w Waszych rękach leży los Waszych dzieci, to Wy za nie odpowiadacie i to Wy kształtujecie ich osobowości. To Wy pokazujecie dzieciom świat wartości, uczycie ich co jest dobre, a co złe. Wy decydujecie:

  1. Czy chcecie uczyć dziecka dzielenia się zawsze i w każdej sytuacji,
  2. Czy będziecie próbowali zachować balans i starać się tłumaczyć, że dzielenie się jest fajne, ale że ma też prawo odmówić jeśli nie ma ochoty się w danej chwili dzielić,
  3. Czy w ogóle nie będziecie go uczyć dzielenia się, bo uznacie, że to jego własność i to ono podejmuje decyzję co z tym zrobi (pamiętajcie tylko, że to Wy jesteście pierwszymi nauczycielami swoich dzieci i jeśli Wy nie pokażecie im, że zawsze mają wybór robić tak lub tak, to one same do tego nie dojdą, no bo skąd mogą wiedzieć, że tak też można?).

Ostatecznie uważam więc, że nie ma nic złego w tym, że dziecko się nie dzieli, jeżeli nie jest to zasada “zawsze i wszędzie”. Tzn. to, że dziecko w danym momencie się nie podzieli lub nie podzieli się tą konkretną zabawką, jest dla mnie ok. Jeśli jednak trafia się dziecko, które ilekroć ma możliwość podzielenia się – mówi nie, to ja również mówię stanowcze NIE takiemu modelowi wychowania.

Niestety, znam taki przypadek i widząc zachowania rodziców, jestem przerażona dokąd ten świat zmierza. Skoro rodzice sami są w stanie powiedzieć dziecku – schowaj swoje zabawki, wtedy nikt nie będzie ich od ciebie pożyczał. Kiedy widzę 6-latka tupiącego na dziecko 2-letnie (które jeszcze nie wie, że trzeba zapytać czy może coś pożyczyć), bo “to mojego brata, zostaw to, idź sobie, nie dotykaj”. A na to słyszę wypowiedź jego matki o treści “X zostaw, Y sobie poradzi”. Żadnego “X to nieładne zachowywać się w ten sposób, to jeszcze małe dziecko”, tym bardziej, że braciszek chłopca X aktualnie kompletnie nie był zainteresowany zabawką, którą ów 2-latek zaczął dotykać. W takich sytuacjach naprawdę krew w żyłach mi się gotuje.

Pamiętajcie, że dziecko trafiając do przedszkola stety/niestety musi nauczyć się dzielić zabawkami, które są ogólnodostępnymi zabawkami przedszkolnymi. Nie ma tam miejsca na “nie dam ci”, “to moje”, bo w takim wypadku w przedszkolach istniałby kompletny chaos.

Ps. Dzisiejszy wpis absolutnie nie jest wpisem specjalistycznym, ponieważ nie jestem psychologiem. Jestem natomiast od przeszło 5 lat mamą, od 3 lat mamą dwójki dzieci, ogarniam rzeczywistość, jestem nauczycielem, pedagogiem i świetnym obserwatorem. Ponadto pracowałam w przedszkolu, gdzie miałam okazję obserwować najróżniejsze zachowania dzieci i szczerze powiedziawszy jestem przerażona niektórymi modelami wychowania.

Ps2. Jeśli jesteście zainteresowani ściśle psychologicznym podejściem do tego tematu, to zachęcam Was szczerze do obserwowania Dominiki na Instagramie i na jej blogu. Znajdziecie tam mnóstwo fachowej wiedzy z dziedziny psychologii. Co więcej, Dominika jest nie tylko świetnym psychologiem, ale także edukatorką Pozytywnej Dyscypliny.