adaptacja przedszkolna

Adaptacja przedszkolna – czy może się nie udać?

Adaptacja przedszkolna, to w chwili obecnej gorący temat. Już za niecały tydzień nowe grupy dzieci ruszą do przedszkola, więc adaptacja przedszkolna stała się znów głównym tematem zainteresowań rodziców. Nic w tym dziwnego, to wspaniale, że rodzice tak ochoczo szukają odpowiedzi na pytanie: “jak pomóc dziecku przejść przez adaptację?”. Sama mam dwójkę dzieci i już dwukrotnie przechodziłam przez proces adaptacji przedszkolnej, w tym roku czeka mnie to po raz trzeci. Jakim cudem mam dwójkę dzieci, a adaptację będę przechodzić już trzeci raz?

Zacznijmy od początku, w zeszłym roku postanowiłam (bez dłuższego zastanowienia i ustalenia tego z kimkolwiek) pójść do pracy. Oczywiście nie było to zupełnie tak, że nikogo o tym nie poinformowałam. Mąż wiedział, że chcę to zrobić i wspierał mnie w dążeniu do celu. Było to zdecydowanie kolejne, cenne doświadczenie. Starszy syn rozpoczynał swój drugi rok w przedszkolu, natomiast młodszy miał dopiero zacząć swoją przygodę, jako dwulatek. Jako, że był dzieckiem otwartym, sprawnym (bardzo rozwiniętym motorycznie), lubiącym przebywać w towarzystwie rówieśników nawet przez myśl nam nie przeszło, że coś mogłoby pójść nie tak.

Adaptacja przedszkolna – co się stało?

W trakcie pierwszego tygodnia wszystko było super, niestety kolejne 1,5 miesiąca było okropne. Kto mnie zna ten wie, że dobro dziecka zawsze będzie dla mnie najważniejsze. Nie praca, nie kariera, tylko dziecko, zawsze i wszędzie. Jako pedagog wiedziałam też, że nie mogę po jednym dniu, a nawet tygodniu płaczu odpuścić, bo czasami tak się zdarza, że dzieci muszą się przyzwyczaić do nowego stanu rzeczy. Niestety, to się nie skończyło, ani po tygodniu, ani po dwóch, ani po czterech. Co więcej, to nie był płacz przy rozstaniu w szatni, to był płacz już od porannej informacji “jedziemy do przedszkola”.

W kwestii wyjaśnienia, zanim zapisaliśmy go do przedszkola mówiliśmy, że będzie tam szedł od września. Opowiadaliśmy co i jak, mówiliśmy jak tam będzie, opisywaliśmy krok po kroku co go tam czeka. Niestety, nie udało się. Po 1,5 miesiąca zrezygnowaliśmy z przedszkola, a ja zrezygnowałam z części etatu. Po kolejnym 1,5 miesiąca całkowicie zrezygnowałam z pracy, ze względu na to, że nie chcieliśmy dłużej fatygować prababci do opieki nad prawnukiem.

Psychologiem nie jestem, ale patrząc na jego zachowanie i na to, że nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca. A tu jego zachowanie po prostu diametralnie uległo zmianie sama uznałam, że emocjonalnie nie był na to gotowy. Tym bardziej, że kiedy już w tym przedszkolu zostawał, płacz nie ustawał, a on zwinięty w kłębek leżał po środku sali, nie dając się nikomu dotknąć. Ponadto, dopiero po ponad tygodniu od pozostania w domu skończył się poranny płacz i wyznania “nie chcę iść do przedszkola”.

“Nie jestem pedagogiem, ale..”

Co więcej, kiedy już podjęłam decyzję, z którą początkowo mój Mąż się nie zgadzał twierdząc, że “Nikoś musi się przyzwyczaić”. Będąc w aptece nie pamiętam już jakim cudem rozmowa zeszła na temat przedszkola, opowiedziałam Pani farmaceutce historię ostatecznie – nieudanej adaptacji. Powiedziałam, że zrezygnowaliśmy z przedszkola, na co Pani farmaceutka powiedziała “wie Pani, ja nie jestem pedagogiem, ale będzie Pani miała w przyszłości problem jak go znowu Pani pośle do przedszkola”. Nie chcesz wiedzieć jak bardzo zagotowała mi się krew w żyłach. Na tamten moment sama nie byłam jeszcze pewna tego, czy dobrze zrobiłam. Zdawałam sobie sprawę, że będę mogła mieć w przyszłości problem, ale wiedziałam też, że zachowanie mojego dziecka nie było normalne. Mocno wykraczało poza “standardy” jego zachowań. Postanowiłam więc krótko odpowiedzieć, że “na szczęście ja jestem pedagogiem, a jeśli będę miała ponieść konsekwencje swojej decyzji, to jak słusznie Pani zauważyła – to JA ją poniosę”.

Dziś jestem pewna, że dobrze zrobiłam. Choć na myśl o zbliżającym się rozpoczęciu roku przedszkolnego robi mi się gorąco. Niemalże od początku roku tłumaczyliśmy mu, że będzie szedł do nowego przedszkola. Kupiliśmy polecane przez wspaniałą Dominikę z Pomogę Ci Mamo, książeczki, które zresztą w najbliższym czasie zamierzam tutaj zrecenzować. Nikoś je uwielbia, a ja bacznie obserwuję jego zachowanie i reakcje w trakcie rozmów o przedszkolu. Tym razem zdecydowałam, że nie rozpocznę pracy na etacie od września. Zanim zdecyduję się podjąć pracę na etacie muszę być w 200% pewna, że Nikoś czuje się dobrze w przedszkolu.

Adaptacja przedszkolna – moje rady

Rady wynikające z mojego doświadczenia, zarówno z perspektywy matki, jak i nauczyciela wychowania przedszkolnego są następujące:

  • jeśli masz możliwość, nie rozpoczynaj pracy od pierwszego dnia pobytu dziecka w przedszkolu – daj mu się oswoić i upewnij się, że jest na to gotowe,
  • zawsze umawiaj się KIEDY je odbierzesz (tutaj odsyłam do Zuzi, która pokazuje u siebie na Instagramie świetny sposób m.in. przeliczania na paluszkach – za ile paluszków mama/tata przyjdzie),
  • zanim poślesz dziecko do przedszkola, opowiedz mu co go tam czeka, możesz skorzystać z dostępnych na rynku książeczek dla dzieci,
  • jeśli umawiasz się z dzieckiem, że odbierzesz je np. po obiadku – dotrzymuj terminu (!),
  • o przedszkolu w towarzystwie dziecka mów zawsze dobrze (negatywne wypowiedzi mogą źle wpływać na dziecko i jego wizję przedszkola).

A wiesz co jest bezwzględnie najważniejsze? Słuchaj zawsze siebie, swojej intuicji, bo to Ty znasz swoje dziecko najlepiej. Wsłuchaj się w nie, obserwuj, przyglądaj się i w odpowiednim momencie reaguj. Ja czekałam, czekałam półtora miesiąca na poprawę, która niestety nawet w najmniejszym stopniu nie nastąpiła. Wiedziałam, że ten miesiąc to absolutne minimum, żeby móc powiedzieć o nieudanej adaptacji. Jak wiele jest dzieci na świecie, tak wiele różnorodnych reakcji. Jedne dzieci oswajają się szybciej, inne dłużej, a niektóre za pierwszym razem wcale. Jeśli masz wątpliwości, skonsultuj zachowanie dziecka z psychologiem, nie z farmaceutą, czy innym specjalistą spoza branży, której problem dotyczy.